Kiedy ktoś pierwszy raz słyszy o swingowaniu, najczęściej widzi w głowie obraz faceta, który namówił swoją partnerkę do spełnienia własnych fantazji. W wielu rozmowach, także w klubach i na forach, powtarza się ten sam schemat: on pragnie, ona się zgadza. Mit, że kobieta wchodzi w ten świat tylko „dla niego”, jest tak mocno zakorzeniony, że nawet niektórzy swingerzy traktują go jako pewnik. A jednak, jeśli tylko na chwilę odejdziemy od wygodnych opowieści i wsłuchamy się w to, co naprawdę mówią kobiety, obraz zaczyna się rozpadać.
Znam pary, które przyszły pierwszy raz na imprezę właśnie dlatego, że to kobieta miała odwagę nazwać pragnienia. Często to ona pierwsza otwiera temat w rozmowie, a on wcale nie czuje się pewnie. Zdarza się, że mężczyzna godzi się na coś, czego sam nie byłby w stanie zaproponować. Widziałem takich, którzy stali pod ścianą ze skrzyżowanymi rękami, podczas gdy ich partnerki prowadziły rozmowy i podejmowały decyzje. I wcale nie chodzi o to, że kobieta przejmuje władzę. Chodzi raczej o to, że mit o bierności kobiet w swingowaniu jest zbudowany na bardzo starych i bardzo kruchych fundamentach.
Kolejny stereotyp mówi, że to zawsze mężczyzna „ciągnie” w stronę klubu. Niektórzy wręcz traktują swing jako nagrodę dla faceta, który wreszcie zrealizuje swoje fantazje. A co, jeśli fantazje kobiety są bardziej śmiałe? Co, jeśli ona marzy o kontakcie z inną kobietą, a partner tylko kiwa głową, bo woli udawać, że to jego pomysł? Ten obraz pojawia się częściej, niż wielu chciałoby przyznać. Kobiety w swingowaniu nie są biernym dodatkiem - potrafią mieć jasno określone oczekiwania i granice. Czasem surowsze niż ich partnerzy, czasem bardziej otwarte. To nie pasuje do prostych narracji, ale tak wygląda prawdziwe życie.
Najciężej odczarować trzeci mit: że kobieta swingerka to nimfomanka. To słowo pojawia się jak łatka, którą można szybko przykleić, żeby nie zastanawiać się nad motywacjami. A przecież wielu kobietom wcale nie chodzi o nieustanne poszukiwanie seksu. Dla jednych to ciekawość, dla innych sposób na pogłębienie relacji, jeszcze dla innych - okazja, by sprawdzić siebie w nowej sytuacji. Sprowadzanie tych różnorodnych powodów do obrazu „kobiety, która chce zawsze i wszędzie” jest krzywdzące i, co gorsza, odbiera kobietom prawo do mówienia własnym głosem.
Pamiętam rozmowę w klubie, w małej palarni obok baru. Siedziałyśmy z trzema kobietami - każda z innego miasta, różne historie. Jedna była świeżo po rozwodzie, druga w stałym związku, trzecia z partnerką. I żadna nie mówiła o tym, że szuka „ciągle więcej”. Wręcz przeciwnie, rozmawiałyśmy o bezpieczeństwie, o tym, jak ustalać granice, jak rozpoznawać sygnały ostrzegawcze, kiedy ktoś naciska. Wtedy naprawdę uderzyło mnie, jak daleko od stereotypu są prawdziwe doświadczenia kobiet w tym świecie.
Dlaczego te mity są tak trwałe? Może dlatego, że pasują do wygodnej narracji, w której kobieta zawsze pełni rolę uzupełniającą, a mężczyzna - tę decyzyjną. Może dlatego, że łatwiej mówić o kobiecie „nimfomanka” niż przyznać, że ma własne pragnienia, które mogą wykraczać poza oczekiwania partnera. A może dlatego, że część mężczyzn wciąż nie potrafi znieść myśli, że to kobieta może być stroną inicjującą.
Kontrowersje rodzą się też wtedy, kiedy kobieta mówi otwarcie o swoich doświadczeniach. Spotyka się z niedowierzaniem - jakby musiała tłumaczyć, że naprawdę chciała, naprawdę miała frajdę, naprawdę wyszła z inicjatywą. Być może to właśnie najbardziej demaskuje mit: fakt, że nikt nie pyta mężczyzny o takie rzeczy. Jego pragnienia są przyjmowane jako naturalne, a jej trzeba tłumaczyć, opakowywać w narrację o „poświęceniu” lub „szaleństwie”.
Oczywiście, bywają kobiety, które rzeczywiście wchodzą w świat swingowania z myślą o partnerze. Ale dlaczego miałoby to świadczyć o wszystkich? Czy mężczyźni nie robią tego samego - nie chodzą na imprezy, bo chcą sprawić radość swojej kobiecie? Widziałem takie przypadki. I wcale nie mniej autentyczne niż odwrotne.
Pisząc o mitach, nie chodzi mi o to, by stworzyć kolejny sztywny obraz - że kobieta swingerka to zawsze osoba pewna siebie, głośna i wyzwolona. Widziałem takie, które w klubie trzymały się za rękę partnera przez całą noc i nie zrobiły nic więcej, niż rozmawiały. Widziałem takie, które po miesiącu wracały do „zwykłego” życia, bo stwierdzały, że to nie dla nich. I one też są częścią tej układanki.
Świat swingowania nie potrzebuje nowych etykiet, tylko większej uważności. Kiedy mity zastępują prawdziwe doświadczenia, kobiety tracą swoją podmiotowość. A przecież właśnie o to chodzi - żeby miały prawo do własnych wyborów, niezależnie od tego, jak bardzo pasują albo nie pasują do cudzych wyobrażeń.
Piszę ten tekst teraz, w sierpniu 2025 roku, po kilku latach rozmów i obserwacji. Może ktoś powie, że przesadzam, że zbyt mocno skupiam się na kobiecej stronie, ale to właśnie ona jest najczęściej spychana do roli dodatku. Jeśli mam złamać choć jedno z tych uproszczeń - niech to będzie ten moment. Bo kobieta w świecie swingowania nie jest ani ofiarą presji, ani wiecznie nienasyconą postacią z fantazji. Jest osobą z krwi i kości, która wchodzi w ten świat na własnych zasadach.
Mity o kobietach w świecie swingowania
Zaloguj się aby polubić
Zaloguj się aby zobaczyć komentarze
☕ Wesprzyj nasz projekt
Podoba Ci się Świat Swingu?
Nasz portal jest i zawsze będzie całkowicie bezpłatny. Nie zamęczamy Cię wyskakującymi, irytującymi reklamami. Jeśli doceniasz naszą pracę, czas poświęcony na rozwój społeczności oraz pisanie artykułów, możesz postawić nam wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga nam opłacić szybkie serwery i rozwijać nowe funkcje!